Wnioski z GW3 – sobota dzień kota

0

Znowu dużo bramek, znowu dużo emocji, kilka zawodów i kilka miłych niespodzianek. GW3 w 4/10 za nami, a co dobrego (lub złego) wynika z tego dla menadżerów Fantasy Premier League?

Słaby Manchester, dobre Brighton

Rzadko się zdarza, żeby drużyna z dolnych rejonów tabeli tak zdominowała ekipę, która walczy o top4. A do tego jeszcze przegrała. Brighton było drużyną lepszą, oddało więcej strzałów (18-7), dłużej było przy piłce (53%) i podopieczni Pottera mogą sobie pluć w brodę, że przegrali i to w tak dramatycznych okolicznościach. Kto na plus? Na pewno Maupay (gol i 4 strzały), Trossard (3 razy obijał obramowanie bramki) i Lamptey (znowu wywalczył rzut karny). Fajna to ekipa do oglądania i oby dalej szli w tym kierunku, a nie jak za czasów Hughtona – laga z kornera na Duffy’ego i jakoś to będzie.

Manchester wygląda beznadziejnie. Bruno z asystą i golem, ale ciężko patrzeć z optymizmem na jego występ – gol to jego jedyny strzał, a oprócz asysty, miał jeszcze jedno kluczowe podanie. Rashford i Greenwood próbują, ale jak próbować, gdy Matić z Pogbą przegrywają środek pola z Lallaną i Alzate? A i tak najgorszy w tym wszystkim był Martial, który oddał jeden strzał i przez większość meczu snuł się po boisku, jakby miał kaca giganta. Dramat, to jest dramat panowie i panie.

Nikt się nie spodziewał Calluma Robinsona

Prime Video GIF - Find & Share on GIPHY

I nikt nie spodziewał się, że WBA będzie prowadzić trzema golami. Na pewno nie spodziewał się też Bilić, bo totalnie nie umiał zareagować na sytuacje boiskową i robił randomowe zmiany. Callum Robinson strzelił 3 gole w Premier League. 1 w barwach Sheffield i dwa w WBA. Wszystkie trzy gole to mecze przeciwko Chelsea. No cóż. Czy jest opcją? Nie. Opcją jest za to na pewno Pereira, który zdecydowanie wyróżnia się na tle mniej utalentowanych kolegów (asysta i 2 key passy). Obrona? Do utylizacji.

A Chelsea? Dalej beznadziejnie w defensywie, a tym razem ciężko będzie zrzucić całą winę na Kepę, bo Hiszpan przecież nawet nie powąchał murawy. Silva przywitał się z Premier League fatalnym poślizgiem w stylu Steviego G, Alonso był tradycyjnie beznadziejny, a James częściej był na połowie przeciwnika niż na swojej. Co z tymi, którzy nas najbardziej obchodzą? Werner 4 strzały, z czego raz w poprzeczkę, ale gra o wiele głębiej niż byśmy oczekiwali od gościa za 9,5. Będzie masowa wyprzedaż i nie wiem, czy nie jest to logiczne (choć ja go zostawiam). Havertz z asystą (2 strzały, 2 key passy), ale też nie zaimponował. Chelsea na razie wygląda bardzo podobnie do Manchesteru United – zawód.

Fawelito & DCL company

Everton w bólach, bo w bólach, ale wygrał z zawsze groźnym Crystal Palace. Dowiedzieliśmy się dwóch rzeczy – DCL (4 strzały łącznie) zawsze wie, kiedy można, a wręcz trzeba dostawić nogę i szczęście niesamowicie mu sprzyja. Dodatkowo wiemy, że to Richarlison strzela karne (jego jedyne uderzenie), nawet jeśli na boisku jest Hames, DCL i Digne. Klasa. Pod kątem FPL to dwie bardzo dobre i ważne informacje. Rodriguez świetny występ, 1 bps, ale bez gola i asysty (2 strzały, 3 key passy), Digne z asystą, podobnie jak Coleman. Ale sam mecz to raczej cierpienia niż pokaz ofensywnej, miłej dla oka piłki w wykonaniu The Toffees.

Premier League Brazil GIF by Everton Football Club - Find & Share on GIPHY

Crystal Palace? Zaha przestał strzelać gole (2 uderzenia) i raczej nikogo nie powinno to dziwić. Bardziej może zastanawiać, że zanotował dokładnie 0 udanych dryblingów. Eze fajnie się pokazał, ale jego gra raczej nie zapowiada fajerwerków punktowych. Defensywa Orłów tradycyjnie solidnie, ale nie da się zanotować czystego konta, gdy po boisku biega Ward. Tradycyjne Crystal Palace – nie oglądać, nie rozważać, podziwiać Hodgsona.

ps. na uwagę zasługuje za to Townsend – trzeci mecz i trzeci z ofensywną zdobyczą. Ma go ktoś?

Danny Ings has done it again

Współczuję. Współczuję Wam i sobie, że oglądaliśmy ten mecz. Współczuję nawet Dyche’owi i Hasenhuttlowi, mimo że byli współtwórcami tej kopaniny. To był taki mecz, że kiedy idziesz na Orlik i Twoja dziewczyna chce iść popatrzeć, to mówisz jej, że w sumie lepiej, jakby przyszła następnym razem. 15 strzałów w całym meczu, katastrofalny poziom piłkarski i tylko jeden gol. O to, co przyniósł nam ostatni sobotni mecz. Mam nadzieję, że spędziliście ten czas lepiej, niż przed telewizorem, a te wnioski to pierwsze i ostatnie co macie wspólnego z tym czymś.

Na pewno znowu spłacił się Ings. Strzelał tylko raz, ale i tak oddał 9 punktów – Danny’emu wystarczy centymetr wolnej przestrzeni. Blisko był też drugiego gola, gdzie minimalnie spalił, ale po raz kolejny pokazał, jak znakomicie ułożoną ma stopę i jak łatwo ostrzeliwuje bramkę. Można powiedzieć, że cierpliwych wynagrodził McCarthy – chyba mało kto się spodziewał, że uda mu się zachować czyste konto, a tu bang, miła niespodzianka. A Burnley? Niech sobie istnieją, ale chyba niekoniecznie w Premier League.

A kogo polecaliśmy na kapitanie? Tak, Wernera.