LFC 125: Historia alternatywna

0
LFC 125: Historia alternatywna

Większość kibiców Premier League dobrze zna historię Liverpoolu. To przecież jeden z najbardziej utytułowanych brytyjskich klubów, 18-krotny mistrz Anglii i 5-krotny zwycięzca Ligi Mistrzów. Wszyscy znamy również takie nazwiska jak Dalglish, Rush czy Gerrard. Jednak nie wszyscy wiemy, z kim The Reds zagrali pierwszy mecz w europejskich pucharach czy kto budował podwaliny pod największe sukcesu klubu. Książka LFC 125: Historia alternatywna dostarcza właśnie takie zapleczowe informacje.

Książka ta opiera się przede wszystkim na mniej znanych anegdotach związanych z Liverpoolem. To nie tylko te najbardziej znane momenty jak finał w Stambule, ale też naprawdę niszowe informacje, o których przeciętny kibic nie ma prawa wiedzieć bez lektury tej pozycji. Kto np. wie, że w powstanie klubu z Anfield w dużej mierze zaangażowany był… duchowny?

Z kolei co Liverpool ma wspólnego z Big Mackiem? To nie tylko eksportowa kanapka w McDonald’s, ale także nawiązanie do drużyny z Merseyside, której trzon bardzo często tworzyli zawodnicy z przedrostkiem Mc/Mac przed nazwiskiem. To charakterystyczny przydomek przede wszystkim dla graczy ze Szkocji. Od 1892 roku przez LFC przewinęło się 34 Macków, a kilku z nich zapisało się złotymi zgłoskami w historii klubu. Wystarczy wspomnieć o takich nazwiskach jak McDermott, MacKinlay czy McManaman.

Nie ten Kennedy

Mocną stroną książki są też bez wątpienia różnorodne źródła. Sporo tu cytatów z biografii byłych piłkarzy i to nie tylko tych grających w barwach The Reds. Soczyste cytaty to czasami wręcz kwintesencja książki. Szczególnie, że Shankly i Paisley to skarbnica zapadających w pamięć wypowiedzi. Alan Kennedy debiutował w barwach Liverpoolu meczem z QPR. Rozegrał kiepską pierwszą połowę i z ulgą schodził do szatni na przerwę, licząc na wsparcie menadżera. Tymczasem Paisley przywitał go tekstem: – „Chyba zastrzelili złego Kennedy’ego!”.

Czasami niestety za dużo tu kronikarstwa. Między prawdziwymi perełkami i angażującymi historiami, znajdują się też przydługie opisy meczów. Strzelcy bramek oczywiście też są ważni, nawet dla alternatywnej historii The Reds, ale zbyt długa narracja związana z przypominaniem poszczególnych meczów może zostać uznana za wadę książki.

Język na solidnym poziomie

Językowo nie jest to arcydzieło. Poziom jest dopasowany do książki sportowej, ale np. od prozy moglibyśmy już oczekiwać czegoś więcej. Choć jest kilka całkiem zgrabnych porównań i metafor, to w większości jest to jednak dość prosty i poprawny język. Literówki i błędy składniowe to na szczęście raczej rzadkość. Jest bez błysku, ale za to bardzo solidnie.

Ta książka to przede wszystkim obowiązkowa pozycja dla fanów Liverpoolu. Myślę, ze Michał niedługo potwierdzi moje słowa. Jeśli jest się kibicem jakiegoś zespołu, to chce się wiedzieć o nim więcej niż tylko znać wyświechtane fakty typu liczba trofeów czy najbardziej znani gracze. To książka właśnie dla takich ludzi, którzy żyją The Reds i chłoną wszelkie informacje na ich temat.

Czy odnajdą w niej dla siebie coś kibice także innych klubów? Jak najbardziej tak. Przez książkę przewija się mnóstwo nazwisk, które trzeba i wypada znać. Plus niektóre z anegdot po prostu na długo zapadają w pamięć.

Chcesz kupić książkę? Kliknij w link!