Alfabetyczne podsumowanie sezonu w FPL, cz. 1

0
Alfabetyczne podsumowanie sezonu w FPL, cz. 1

Długie to było 38 kolejek z FPL. Właściwie to nasz pierwszy wspólny, pełny sezon na blogu i z pewnością coweekendowe narzekanie na naszej grupie stało się już tradycją. Osobiście nie udzielałem się tam tak mocno jak admin pełną gębą – Filip, ale łza w oku kręciła się, kiedy pod każdym z meczowych postów pojawiało się niemal tysiąc komentarzy.

Zdaniem naprawdę starych wyjadaczy – to był sezon niezwykle trudny, w zasadzie z jednym, jedynym pewniakiem co tydzień. Pewniakiem, który swoją sierpniową ceną (9,0) mnie nie przekonywał – ba, zaczynałem tę kampanię tercetem Firmino-Lukaku-Kane, w pewnym sensie wierząc w tezę, że Pan Mohamed Salah to tylko szybkobiegacz, który ma problemy ze skutecznością. Owszem, czasem je przejawiał – ale jak to w ogóle brzmi przy pomocniku, który władował ponad 30 goli w ciągu 38 meczów.

Poniżej, alfabetyczne podsumowanie zmagań mojej Kaliny Lulkowo, która miała naprawdę dobre momenty, a zaczynała dokładnie tak:

fpl

A – jak Ahmed, zarezerwowane dla jednego z dwóch moich graczy WBA. Ahmed Hegazi stał się prawdziwą wyrzutnią rakietową na początku sezonu, kiedy to przywitał się 15 punktami w meczu otwarcia oraz 8 punktami w kolejce nr 2. Pamiętacie go jeszcze? 4,5 miliona za kompletnego no-name’a, który wskoczył do składu kilka godzin przed deadline’m wobec kontuzji McAuley’a. WBA Pullisa zaczęło sezon bardzo dobrze i aż żal, że później męczyło się pod wodzą Alana Pardew. A Hegazi stał się przynajmniej moim pierwszym Egipcjaninem, którego w pełni pokochałem pod kątem FPL.

B – jak bonusowe punkty. Ileż razy zawodził w nich Salah? Ileż razy zawodził Kane? Zdecydowanie zasada do zmiany, która premiuje „bezpiecznych” zawodników. Jak można karcić za podejmowanie ryzyka, próby strzałów i dryblingów w piłce nożnej? Mnóstwo było sytuacji, gdzie absolutny gracz meczu kończył z zerem, a wspaniałości dodaje statystyka z GW37:

Pascal Gross w przegranym 0:1 meczu z Manchesterem United – 3 BPS.

Pascal Gross w wygranym 1:0 meczu z Manchesterem United po jego golu – 0 BPS.

Inna sprawa, że Hazard, czy Firmino gdy tylko trafiali do bramki, kończyli z bonusem zawsze.

C – jak chipy. Każdy rozumie je inaczej względem swojej ekipy, ale Kalina Lulkowo… po prostu była lepsza ich nie używając. Wildcard nr 2, Triple Captain i Bench Boost naprawdę niewiele jej dały, a fakt, iż ranking był wyższy w GW31 niż w GW38 tylko to potwierdza. Istny pocałunek śmierci.

D – jak DGW, czyli jak cierpienia. Marzenia o trzycyfrowej liczbie punktów szybko minęły, potrójni kapitanowie zawiedli, a Harry jednak nie dogonił Mohameda. Fraud.

E – jak Eric Maxim Choupo-Moting. Czwarty w Kalinie Lulkowo pod względem liczby kolejek. 20-krotnie w składzie z oszałamiającą średnią 3,8 pkt na mecz. Pożegnał się ze mną (i z sezonem) wchodząc w 71. minucie meczu z Evertonem w GW31. Strzelił gola po 3 minutach, po czym zszedł z kontuzją. Niebywała przygoda i wiara w występ pokroju meczu z United. Z WBA gol i asysta w okolicach 26-27 kolejki. To był zaszczyt.

choupo

F – jak Fawelito. Genialny start sezonu, awans z różnicy na szablon i masa nieudanych dryblingów i strzałów. Co tydzień siadaliśmy jak do telenoweli, aż po dwudziestej którejś kolejce zaczął się exodus Richarlisona z każdego składu. Kto wie, jak byłoby z Marco Silvą do końca sezonu, dziś jest jedynie przelotnym romansem.

J – jak górnolotnie brzmiąca „jakość”. Patrząc na Better FPL (cudowny dodatek do Chrome’a), widzę, że zrobiłem po prostu niewiele transferów. W ciągu całego sezonu, miałem ich 40, co daje właściwie transfer na kolejkę. Hity omijałem jak mogłem, robiąc dwukrotnie w sezonie -8 i -4. Może to po prostu szczęście, ale dziwnym trafem, cierpliwość okazywała się najlepszym wyborem.

K – jak kapitan, ale też jak Kane. Harry przywdziewał opaskę aż 16-krotnie w moim całym sezonie. To o sześć meczów więcej od Salaha, głównie spowodowane początkiem sezonu, bowiem przez pierwsze 9 kolejek nie posiadałem w składzie Pana Momo. Co ciekawe, „dobrze” wybierałem kapitana zaledwie 56% razy, przyniósł mi on blisko 25% całego dorobku punktowego. Jeśli chodzi o średnią – to lepsi od Kane’a z opaską w Kalinie byli kolejno Salah, Aguero i Lukaku.

L – jak Loftus-Cheek. Obok Kane’a i Salaha… najpopularniejszy gracz w moim zespole. 4-krotnie w grze, 20-krotnie na ławce. Kupiony na pierwszym Wildcardzie w GW8, sprzedany na drugim w GW32. Genialna budżetowa opcja, która motywowała z ławki swoim czerwonym kolorem podczas długiej kontuzji.

M – jak Mohamed. 26 razy wystąpił w barwach Kaliny w pierwszym składzie. Kupiony najpierw przed nietrafionym karnym u siebie w GW10 za 9,1. Później odkupiony przed meczem ze Stoke u siebie i najgorszą kolejką sezonu – GW36. Przed GW38 ponownie musiałem go wykupić, aby sprzątnął Brighton z powierzchni ziemi. Wielka przyjaźń i wielki gracz, już teraz jestem ciekawy na ile będzie wyceniony w przyszłym sezonie i czy nie powtórzy case’u Alexisa. Za 11,5 i tak go z pewnością kupię.

N – jak nisze. Hegazi, Mariappa, Choupo-Moting, Fernandez, Zaha, Ramsey, Barnes, Long. Z nimi udawało mi się trafić. W pewnym momencie ich posiadanie było mikroskopijne, a dawali upragnione punkty. Wspaniały był także początek przygody z Otamendim. W skrócie, to jedna z najważnieszych spraw w kontekście FPL, która pozwalała błyszczeć w dwóch kolejnych akapitach.

O – jak Overall Ranking. W GW19 wskoczyłem do pierwszego tysiąca spośród blisko 6 milionów graczy. Apetyt rósł w miarę jedzenia, ale po słabym finiszu wylądowałem na ok. 1500 miejscu. Trudno uznać ten sezon za nieudany, ale jak zawsze – po prostu mogło być jeszcze lepiej. Inna sprawa, że dzięki temu Kalina dumnie błyszczała w…

P – jak polski ranking. 5-krotnie kończyłem kolejkę jako 2. w naszym wspaniałym kraju, ale tylko przez 4 dni (pamiętny mecz City-Arsenal w czwartek) dumnie cieszyłem się „jedynką”. Momenty były, ale czy wrócą, to się dopiero okaże.

Q – jak Quaner. No dobra, nic nie pasuje do litery Q.

R – jak Ryan. Kangur z Brighton był najczęstszym wyborem na drugiego bramkarza przy Wildcardzie przed GW32. I przez właśnie obecność pierwszego (De Gea) stał się moim najlepiej punktującym zawodnikiem… na ławce. Blisko 40 punktów pozostawił jako rezerwowy, kiedy to np. piękny David wyciągał piłkę z siatki po golach Mkhitaryana, czy Grossa.

S – jak sierpień. 3 mecze. Newcastle, Chelsea i Burnley i 4 punkty. Klątwa Harry’ego w tym miesiącu naprawdę wzniosła się na wyższy etap i pozostaje się modlić o jak najtrudniejszy kalendarz na początku sezonu dla Spurs. Sumienie będzie spokojniejsze, bo jeśli „na papierze” wszystko będzie wyglądać nieźle, znów pozostaje cierpliwość i wiara w przełamanie.

T – jak Triple Captain. Z uśmiechem zakończyłem GW22, kiedy potrójny Kane dał moim rywalem 9 pkt i długo wyczekiwałem na swoją kolej. Szalone 8 punktów Harry’ego choćby przy 23 Aubameyanga będzie się śnić po nocach.

U – jak ustawienie. Okej, „f” jak „formacja” było już zajęte. Wiele razy czytałem, że obowiązkiem jest gra 3-4-3 i… rzeczywiście używałem go najczęściej (16 razy; średnio 62,2 pkt), ale było to po prostu zależne od możliwości składu. Paradoksalnie największą średnią przyniosło mi 4-4-2 (8 razy, 67,1 pkt), a i 4-3-3 nie było takie złe (9 razy, 61,3 pkt). Reasumując, nie ma czegoś takiego jak zawsze najlepsza formacja. Liczy się po prostu najlepszy wybór składu.

V – jak vice-kapitan. Najczęściej był nim u mnie Raheem Sterling – 7-krotnie. Co ciekawe, tylko 2 razy zaufałem mu w pełni. Według statystyk, gdybym za każdym razem mojego vice-kapitana zamienił z kapitanem… straciłbym 77 punktów. Mogło być gorzej.

W – jak… wtopa. Było ich niestety kilka. Sane kupiony kosztem Sterlinga w Wigilię (3 do 20 pkt), Salah na C ze Stoke (3 pkt), Christensen kupiony na WC przed GW32, czy też Solly March na WC przed GW8. Boże, naprawdę kupiłem kiedyś Solly’ego Marcha, wstyd mi.

X – jak x-factor. Używaliśmy tego określenia w kontekście naszej Fantastycznej Piątki. Nazywaliśmy tak zawodników poniżej 1% posiadania. I w zasadzie kilka razy udało się trafić z taką niszą. Coleman w GW35, Stanislas bodajże w GW29; kilka razy czyste konto zachował niepopularny Davinson Sanchez. Było kilka ciekawych szaleństw z naszej strony, jednak przeważnie posiadanie poniżej 1% oznaczało przydatność zaledwie na jedną kolejkę, a później gasło wraz ze wzrostem posiadania.

Y – jak Yaya Toure. Symbol tych wszystkich konferencyjnych zapowiedzi. Mourinho, Guardiola, czy Wenger okłamywali nas, zapewniając o grze kogoś, kto pojawiał się w wyobraźni jako niesłychany differential. Idealny przykład z ostatniej kolejki to Michael Carrick. Więcej takich kont jak Anfield Express na Twitterze, błagam.

Z – jak Zanka. Jedyny (!) gracz Huddersfield, z którego skorzystałem. Hype na Mounie mnie ominął i mogę napisać, że właśnie „Terrierów” było w Kalinie najmniej. Dwa występy – 8 punktów. GW30 i GW31 spędziłem właśnie z sympatycznym Duńczykiem. Gwoli ścisłości – miałem 2 graczy Bournemouth (Daniels i Stanislas – łącznie 5 występów), 2 z WBA (wspomniany Hegazi oraz Phillips – 11 występów), 2 z Watfordu (Mariappa i Richarlison) oraz 2 z Evertonu (DCL i Coleman na Free Hicie).

Punkty ostatecznie: 2360.